Marta: Gruzja

W tej rubryce moi uczniowie, przyjaciele i czytelnicy dzielą się swoimi wrażeniami o podróży do Rosji i innych krajów Europy Wschodniej, żeby zachęcić Was do wyprawy do tego kraju i regionu.

Dzisiaj Marta, z którą spotykamy się już ponad rok na Skype na разговорном русском, opowie o swojej wyprawie do Gruzji.

“Wszystko się zaczęło od ksiązki „Gaumardżos. Opowieści z Gruzji” Anny Dziewit-Meller i Marcina Mellera. Przeczytaliśmy ją z mężem i wiedzieliśmy, że musimy tam pojechać. Słyszeliśmy też wiele dobrego od innych osób na temat Gruzji i wszystko się sprawdziło.

Do Gruzji można lecieć tanimi liniami lub Lotem. Niekoniecznie tanie linie zawsze są tańsze, więc warto wziąć pod uwagę polskiego przewoźnika, tym bardziej, że leci prosto do Tbilisi, a jest to dobry punkt startowy. Bilety – to będzie najdroższa rzecz, za którą zapłacicie planując wyjazd do Gruzji.

W samej Gruzji ceny są raczej bardzo przystępne, jak na polskie portfele. Dla przykładu za kolację dla 5 osób, składającą się z szaszłyków, sporej porcji chinkali i 3 litry domowego wina zapłaciliśmy około 20 PLN na głowę. Jak już jesteśmy przy jedzeniu to koniecznie trzeba spróbować: wina domowej roboty, chinkali – czyli wyśmienitych pierożków z mięsem i rosołem w środku, chaczapuri – drożdżowych placków z gruzińskim serem. Moje ulubione chaczapuri to adżarskie – w kształcie łódki, z serem i jajkiem na wierzchu. Obłędne! No i szaszłyki. Lepszych szaszłyków niż w Gruzji w życiu nie jadłam. Ważne – chinkali je się rękami – to raz. Dwa – kto nie lubi kolendry, ma pecha. Gruzini dodają ją do wszystkiego, nawet do jajecznicy.

Co zobaczyć? Wszystko co się da! My za pierwszym razem byliśmy w Gruzji 11 dni i nie zdążyliśmy zrealizować założonego planu. Na samo Tbilisi warto poświęcić ze 2 dni, a potem…. Kachetia – region słynący z produkcji wina, a w niej Sighnaghi – miasto miłości. Gruzińska Droga Wojenna – obowiązkowo! Widoki będą zapierać Wam dech w piersiach. I koniecznie musicie dojechać do Kazbegi, co nam się niestety nie udało ze względu na zamkniętą drogę. Skalne miasto Wardzia i Upliscyche, Gori, gdzie znajduje się dom Stalina, Borżomi – nieco w tej chwili podupadające miasteczko uzdrowiskowe, które cieszyło się wielką popularnością w czasach ZSRR. I na koniec – kilka dni w Batumi, relaks nad morzem i zwiedzanie okolic. A to zaledwie plan minimum.

Po Gruzji najwygodniej poruszać się marszrutkami, czyli takimi miejscowymi busikami – świetna okazja, by nawiązać kontakt z lokalsami. Można także podróżować taksówką – ta wersja opłaca się, kiedy jest się większą ekipą i koszty dzielą się na kilka osób. Jest to najszybsze i najlepsze rozwiązanie, jeśli chcecie zobaczyć jak najwięcej w zaledwie kilka dni. Taksówkarze będą także Waszymi przewodnikami i w zależności od Waszych potrzeb mogą Wam służyć transportem i pomocą przez kilka dni. To oni wiedzą najlepiej, gdzie tanio i dobrze zjeść, znają wszystkie informacje o zabytkach i miejscach, które warto zwiedzić, a w razie czego załatwią wejście nawet tam, gdzie teoretycznie jest już zamknięte. Odradzałabym wynajem samochodu i samodzielne poruszanie się po Gruzji – to opcja dla odważnych. Niestety Gruzini jeżdżą jak wariaci.

Wariatami są za kierownicą, ale na co dzień to ogromnie sympatyczni ludzie, otwarci na turystów, bardzo pomocni i spontaniczni. Do dziś wspominamy nasz pierwszy dzień w Gruzji i pierwszą przejażdżkę miejskim autobusem w Tbilisi, która skończyła się tym, że cały autobus uczestniczył w kupowaniu biletu, tłumaczeniu, na którym przystanku mamy wysiąść i opowiadaniu nam o atrakcjach miasta widzianych przez okno. Gruzini zaproszą Was do stołu, podzielą się tym, co jedzą, a nawet załatwią Wam samochód i podrzucą za darmo w konkretne miejsce – a to wszystko ze szczerego serca. Dla takich chwil warto pojechać do Gruzji.

Gruzja to kraj kontrastów i trzeba być na to gotowym. Z jednej strony oszałamiające widoki i przepiękna przyroda, tętniące życiem centrum Tbilisi, nieco jarmarczne i nastawione na imprezowiczów Batumi, urokliwe i przepięknie położone Sighnaghi. Z drugiej wystarczy zboczyć w pierwszą, lepszą boczną uliczkę, by zobaczyć sypiące się budynki, walający się po ziemi syf i grupy bezdomnych psów tułających się po ulicach. To także podupadające i zaniedbane wioski, miejsca, w których czas się zatrzymał 20 lat temu, budowlana samowolka. To wszystko to Gruzja – kraj doskonały w swej niedoskonałości, o którym mogłabym pisać i pisać, ale nie chciałabym Was zanudzić. Mi Gruzja skradła serce – byłam tam 2 razy, wciąż za nią tęsknię i wiem, że wrócę tam jeszcze nie raz”.

Foto i tekst: Marta Rogowska